...
IMG_2667

Jan Śliwka: „Nie lubię stawiać pomników, zdecydowanie wolę je burzyć” [WYWIAD]

Przed nadchodzącą rundą wiosenną doszło do zmian w sztabie szkoleniowym Wiślan. Do zespołu dołączył Jan Śliwka, który w rozmowie z nami opowiada o swoich pierwszych wrażeniach po przyjściu do klubu, pracy w sztabie oraz relacjach z zawodnikami. Porusza także temat analizy danych w piłce, znaczenia liczb w treningu i meczach oraz tego, co wyróżnia drużynę na tle rywali. Zapraszamy do lektury wywiadu pełnego ciekawych spostrzeżeń i kulis pracy w klubie od środka!

.

Jesteś w klubie od około miesiąca. Jakie były Twoje pierwsze wrażenia po wejściu do szatni i pracy ze sztabem oraz zespołem? Jak podsumujesz ten czas?

.

Mam bardzo pozytywne wrażenia. Tak naprawdę nie znałem nikogo w tym klubie, może poza jedną czy dwiema osobami, a od samego początku dostałem bardzo duże wsparcie. To, co przede wszystkim mi się spodobało, to fakt, jak wiele osób jest realnie zaangażowanych w ten projekt. Już pierwszego dnia w klubie, kiedy byłem zobaczyć stadion i miejsca, w których trenujemy, poza Radkiem [pierwszy trener – przyp. red.] obecni byli także członkowie Zarządu. Bardzo miło poczułem się przez nich przyjęty i zrobiło to na mnie naprawdę duże wrażenie. Później miałem okazję zobaczyć, w jaki sposób funkcjonuje klub na co dzień i jak wygląda organizacja pracy.

Na pewno ogromny wpływ na moją decyzję o dołączeniu do Wiślan miało też to, jak pracuje sztab szkoleniowy. W swojej pracy bardzo mocno wierzę w liczby i w analizę, dlatego kiedy zobaczyłem podsumowanie rundy jesiennej, sposób pracy trenerów i dbałość o szczegóły, szybko doszedłem do wniosku, że, mimo trzeciej ligi, jest to bardzo profesjonalne środowisko. Poczułem też, że będzie to dla mnie kolejny, bardzo mocny bodziec do rozwoju.

.

Jak wyglądała Twoja droga do roli asystenta trenera w drużynie Wiślan? Czy od początku wiązałeś się w pracy stricte analitycznej?

.

Zacznę od tego, że nigdy nie byłem ścisłowcem (śmiech). Zawsze marzyłem raczej o byciu dziennikarzem sportowym. Moja przygoda z analizą zaczęła się w Hutniku Kraków, gdzie trafiłem jako stażysta z licencją UEFA C. Kurs zaproponował mi dyrektor Maks Habowski i był to dla mnie pierwszy naprawdę ważny człowiek w tym klubie. Do dziś jest dla mnie ogromną inspiracją, bo to osoba, po rozmowie z którą zawsze mam w głowie mnóstwo pomysłów, energii i bardzo pozytywnego nastawienia do pracy.

Później w Hutniku pracowałem głównie z drużynami młodzieżowymi, najczęściej w piłce poniżej 11-osobowej. Tam rozwijałem się i szkoliłem również na własną rękę. Z czasem klub dał mi jednak szansę pracy w piłce 11-osobowej, najpierw w trampkarzach przy trenerze Nawrocie, później w CLJ. Następnie trener Świątek zaprosił mnie do sztabu, gdzie mogłem poznać piłkę seniorską. Bardzo dużo zawdzięczam zarówno trenerom, jak i samemu Hutnikowi, bo miałem możliwość pracy w naprawdę dobrych warunkach i na dobrym poziomie sportowym.

W pewnym momencie też zrobiła się tam taka grupa trenerów, która się bardzo mocno bodźcowała na nowe rzeczy. To nam pozwoliło wielu rzeczy dociekać czy wiele rzeczy rozwijać. Napędzaliśmy się nawzajem.

.

Wspomniałeś o tym, że w swojej pracy bardzo mocno wierzysz w liczby. Co najbardziej Cię w nich pasjonuje?

.

Generalnie wyznaję zasadę, że nie lubię „gadania dla gadania”. Bardzo lubię mieć rzeczy poparte konkretami. Może wynika to z mojego wieku, ale nie przemawia do mnie narracja w stylu „kiedyś to było, teraz to nie ma”. Dla mnie nie ma czegoś takiego. Może właśnie dlatego nie lubię stawiać pomników, a raczej je burzyć. Liczby pomagają mi to robić, bo dają twarde argumenty.

Wolę wiedzieć, dlaczego coś działa albo nie działa. Przykład? Mówi się, że „2:0 to niebezpieczny wynik”, a statystyki pokazują, że wynik 2:0 daje około 70% szans na wygranie meczu, a pierwsza zdobyta bramka nawet 85%. To są fakty, z którymi trudno dyskutować. Podobnie jest wtedy, gdy trener Michał [Kaczmaryk – przyp. red.] zbiera liczby i widzimy, że zawodnik siedem razy skutecznie zagrał piłkę za plecy obrony. Tutaj nie ma miejsca na gdybanie. Dane bardzo ograniczają niepotrzebną dyskusję.

Nie lubię też narzekania dla narzekania. Pamiętam, że w CLJ mówiłem zawodnikom wprost, że u mnie nie narzekasz tylko szukasz rozwiązań.

.

Jakie są obecnie Twoje obowiązki?

.

Obecnie w sztabie odpowiadam głównie za analizę przeciwnika, całościowo. Jeśli na treningu mamy gry modelowe i niemodelowe, a jedna z drużyn ma odwzorowywać zachowania rywala, to najczęściej ja za to odpowiadam, bo po prostu znam przeciwnika najlepiej. Cały sztab oczywiście również ma tę wiedzę, bo ją przedstawiam, ale ja oglądam najwięcej materiałów i znam najwięcej detali dotyczących zachowań rywala.

Odpowiadam także za ofensywne stałe fragmenty gry, prowadzę ranking treningowy oraz wspieram bieżącą pracę w zakresie indywidualizacji dla trenera Michała. Ogólnie jestem elementem wspierającym cały proces treningowy.

Muszę przyznać, że pierwsze dni były dla mnie lekkim „sajgonem” w głowie, bo było tego bardzo dużo, ale w pozytywnym znaczeniu. Wiedziałem dokładnie, co mam robić, gdzie mam być i za co odpowiadam. Bardzo to cenię, bo wcześniej nie spotkałem się z taką organizacją. Mocno w nią wierzę. Nie jesteśmy od wszystkiego. Każdy ma swoje konkretne zadania. Ja na przykład zdecydowanie lepiej czuję się w fazie obrony i częściej ją coachuję, bo to lubię, ale nie jestem przypisany na stałe do jednej formacji. Ważne jest to, żeby zawodnicy dostawali różne bodźce.

.

A czy w sztabie Wiślan można określić Cię bardziej jako analityka czy asystenta trenera?

.

Czuję się zdecydowanie bardziej asystentem trenera. Bardzo podoba mi się to, że jestem dużo na boisku, blisko drużyny i zawodników. To jest to, co w piłce i w tej pracy lubię najbardziej: kontakt z zawodnikami, interakcje, coaching, emocje. Fajne jest też to, że rzeczy, które zauważymy w analizie, możemy później realnie przełożyć na boisko i swoją pracą pomóc zawodnikom stawać się lepszymi.

.

Czy okres przygotowawczy to dla analityka najintensywniejszy czas, czy raczej sezon ligowy jest większym wyzwaniem?

.

Podejść jest wiele, bo po okresie przygotowawczym wiele drużyn skupia się głównie na sobie, ale u nas przyjęliśmy zasadę, że do każdego sparingu podchodzimy jak do meczu ligowego. To nie są puste słowa, ja oglądam tyle samo meczów, przygotowuję tak samo szczegółowe analizy. 

Źle bym się czuł, gdybym nie znał przeciwnika na tyle, żeby realnie pomóc drużynie. Na studiach miałem spotkanie z Danielem Wojtaszem z Radomiaka Radom, który powiedział bardzo fajną rzecz: przeciwnik zawsze jest. Możemy się na nim nie skupiać, ale gdziekolwiek zagramy, on i tak będzie. Struktury i zachowania często się powtarzają, dlatego trzeba być na nie gotowym.

.

Jak z Twojej perspektywy wygląda obecny potencjał drużyny Wiślan? Widzisz elementy, na których można zbudować przewagę w nadchodzącej rundzie?

.

Jednym z największych atutów, choć może nieoczywistych, jest to, że wszyscy w klubie patrzą w jednym kierunku. To może nie jest stricte piłkarski element, ale daje ogromną siłę. Jeśli wszyscy mają wspólny cel, można osiągać naprawdę duże rzeczy. Zaczyna się to od ludzi zarządzających, którzy nadają ton, potem jest sztab i zawodnicy, którzy, mimo ogromnej liczby analiz i informacji, są bardzo zaangażowani w proces. Ten jeden kierunek jest naszą największą siłą.

Dużym plusem jest też organizacja w każdej fazie gry oraz to, że mamy jasny pomysł i konkretne cele. Wiemy, czego chcemy i konsekwentnie to realizujemy. Nie powiedziałbym, że jakaś faza gry jest wyraźnie lepsza od innych, bo dążymy do tego, żeby być zespołem kompleksowym. Mamy swoje zasady w poszczególnych strefach boiska i konsekwentnie się ich trzymamy.

.

Jak ważna w obecnej piłce na tym poziomie rozgrywek jest analiza danych i wideo?

.

Widać wyraźnie, że piłka bardzo mocno idzie w stronę analityki. Coraz więcej klubów dostrzega w tym potencjał. Każdy trener chce mieć jak najwięcej informacji i często w sztabie pojawia się dodatkowa osoba, niekoniecznie stricte analityk, ale asystent. To oznacza lepszy trening, większą dbałość o szczegóły i większą opiekę nad zawodnikami.

Uważam, że to bardzo dobry trend i nie ma znaczenia, czy mówimy o trzeciej, czwartej lidze czy wyżej. Jeśli coś robię, to robię to najlepiej, jak potrafię. Nie lubię bylejakości. Widać też, że coraz częściej trenerzy zagraniczni doceniają merytorykę polskich sztabów. Sztabowo i jeśli chodzi o merytorykę idziemy w bardzo dobrym kierunku.

.

Czy uważasz, że rośnie świadomość wśród zawodników w aspekcie analizy?

.

Świadomość zawodników zdecydowanie rośnie. Statystyki zespołowe po meczach liczy trener Michał i należy mu się za to ogromny szacunek, bo jest to bardzo szczegółowa praca. Zawodnicy to czują i doceniają. Co ważne, często podczas analiz nie mamy monologu, tylko realną dyskusję. Zawodnicy mają swoje doświadczenia i ich uwagi są bardzo cenne. Oczywiście mamy zasady nienegocjowalne, ale zrozumiałem też, że z perspektywy „drona” wszystko wygląda łatwo. Dochodzi przeciwnik, pogoda, zmęczenie, detale. Dlatego ludzka strona jest bardzo ważna. Zawodnicy dostają dużą dawkę informacji, ale ją przyswajają i widzą, że to im pomaga. Ufają nam i procesowi. Często po stałych fragmentach słyszę od zawodników: „trenerze, a może spróbujemy tak?”. I bardzo często są to naprawdę dobre pomysły. Biorę je pod uwagę, bo finalnie to zawodnicy są na boisku. Nie potrzebuję budować ego na tym, że wszystko musi być moje. Jeśli pomysł zawodnika prowadzi do bramki, to jest najważniejsze.

W okresie przygotowawczym mniej pokazujemy przeciwnika, a bardziej skupiamy się na sobie, na fazach gry, na naszych zachowaniach. Przeciwnik jest ważny, ale ważniejsza jest nasza odpowiedź. Zawodnicy regularnie mają analizy formacyjne i indywidualne, które służą przede wszystkim ich rozwojowi.

.

A jakie cechy Twoim zdaniem powinien mieć dobry analityk piłkarski?

.

Przede wszystkim sumienność. Każdą analizę trzeba robić tak, jakby była pierwszą. Jesteś sprawdzany co tydzień. Ważne jest też posiadanie własnego zdania i umiejętność jego wyrażania, ale z rozsądkiem. Funkcjonujemy jako jeden sztab, mamy jedną wizję, ale dyskusja jest potrzebna. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie jest granica. Bardzo ważne jest też zrozumienie swojej roli. Nie jesteś pierwszym trenerem, więc nie musisz być najgłośniejszy. Ja bardzo dobrze czuję się w sztabie i nie potrzebuję być frontmanem. Lubię pracę w drugim szeregu, działanie na rzecz pierwszego trenera i drużyny. Nie zamykam sobie drogi do bycia pierwszym trenerem, bo już nim byłem w CLJ U-15, ale obecnie bardzo dobrze odnajduję się w roli asystenta.

.

Na koniec trochę prywatnie: jak widzisz swoja przyszłość w piłce? Bardziej jako analityk, asystent czy docelowo pierwszy trener?

.

Ja nie planuję. Życie jest zbyt zmienne, żeby planować daleko. Mam cele, ale skupiam się na tym, na co mam wpływ, czyli na kolejnym meczu. Praca w piłce bardzo mnie rozwinęła także jako człowieka, pomogła przepracować wiele rzeczy. Wierzę, że reszta przyjdzie naturalnie.

Nie muszę być w Ekstraklasie w konkretnym wieku. Wiek nie jest kompetencją. Skupiam się na małych krokach i na tym, żeby do każdego meczu być przygotowanym najlepiej, jak potrafię. Jeśli małe sukcesy zaprowadzą mnie do czegoś dużego – świetnie. Jeśli nie, będę miał świadomość, że dałem z siebie wszystko i pomogłem drużynie osiągnąć cel, który sobie postawiliśmy.

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.